Bardzo szybko ale też bardzo miło nam te święta zleciały. Pogoda dopisała, co było na duży plus, biorąc pod uwagę zeszłoroczne święta ;). Mimo pracy do 15, w sobotę poprzedzającą niedzielę wielkanocną, udało mi się upichcić to i owo. Gotowałam i piekłam, ponieważ akurat świąteczne śniadania spędzaliśmy sami, dopiero potem zaczął się maraton odwiedzin po rodzinie :).
Z dań pokazowych zrobiłam:
- pasztet z grochu
- chrzan jabłkowo-pomarańczowy
- wegańską galaretę z warzywami
- sałatkę jarzynową (tak, nigdy sama nie robiłam :)
Ciast nie robiłam, bo i tak każdy nam później wpychał jeszcze na siłę swoje wypieki :)
