Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

Wracam :)

Nie było mnie dość długo, bo mnie złapał dołek egzystencjonalny. Nie wiedziałam za bardzo o czym tutaj pisać, dalej do końca nie wiem, ale może chociaż pisanie tutaj pomoże mi trochę wszystko w moim życiu poukładać. Przez te długi czas wiele się wydarzyło. M.in. Dojechaliśmy ze Skarbem rowerami do Wiednia i Bratysławy:). Wyprawę planuję opisać osobno.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Czerwiec - podsumowanie

Wiadomo jak co miesiąc, trzeba podsumować.

Pamiętam, że miałam mnóstwo planów, co do czerwca. Większość nie wypaliła - dzięki złamanej nodze ;]. Ale w sumie był ten czerwiec tak aktywny jak bym chciała mimo problemów ze stopą. Kolejny raz życie pokazuje, że ma dla nas inne scenariusze niż sobie zaplanujemy, co niekoniecznie oznacza, że gorsze.

Czerwiec zaliczam do miesięcy bardzo udanych:)


1.  Pierwsze czerwcowe truskawki od Słodziaka <3
2.  Udział w akcji "Wstań i jedź" Łukasza Krasonia
3.  Doskonalenia pancakesów ze Skarbem
4.  Wyjazd na Rychlebskie Ścieżki
5.  Wyprawa Smoczymi Łodziami na Odrę, wraz z resztą grupy seminaryjnej
6.  Towarzyszenie Słodziakowi w jego biegowych treningach
7.  OBRONA!!! :) I wino seminaryjne dla promotora ;]
8.  Koncert w Amfiteatrze - Balkan Beat Box
9.  Rower - Bo ogólnie bardzo rowerowo było w tym miesiącu.
10. Bieg dla Maćka - mimo złamanej nóżki udało się doczłapać do mety i zdobyć medal
11. Kovu i pomoc w schronisku - w tym miesiącu bardzo nam się to udało.
12. Wiatr we włosach podczas rowerowych wyjazdów za miasto :).
13. Udział w opolskiej Masie Krytycznej
14. Słodziak odkrywa, że mam gofrownicę i jestem "skazana" na robienie gofrowych śniadań :D
15. A tu jeszcze zestresowana przed obroną (oczywiście Orbea obowiązkowo na zdjęciu ;])

Ze względu na kontuzję bilans treningowy nie powala na kolana, no i wiadomo, że więcej roweru (nie uwzgledniam jeżdżenia po mieście, czy na spotkania ze znajomymi, bo to by wyszło +150 km pewnie, tylko czysto wycieczkowo treningowe jazdy).

Bieganie - 10 km (zawody;)
Rower - 289 km
Wioślarstwo - 8, 12
Był też raz basen ale to takie prawie nie pływanie ;)

Spalone kcal w tym miesiącu - 11 941

Oby więcej takich miesięcy :)!

No i 3mamy kciuki za rehabilitację nogi, bo na razie powrót do biegania wydaje się być dość odległy :(...

wtorek, 25 czerwca 2013

Pending..

Jak w tytule, nadal oczekuję, na przypływ weny do pisania, ale raczej ogólnie powrotu na dawne tory. Ale miałam po obronie krótkie wariactowo i w sumie mało czasu dla samej siebie i chyba tego troszkę potrzebuję. Były super ostatnie dni i dość intensywne, ciągle jak zwykle się coś działo. Ze Slodziakiem dużo fajnego czasu spędzonego. Ale teraz potrzebuję po prostu na chwilkę od wszystkich i wszystkiego odpocząć. Nie robić nic..Żadnego sprzątania bo muszę, żadnego trzaskania 30-40 km, bo muszę, żadnego gotowania super potraw, czy pisania na blogu na bieżąco..Nic nie muszę. Chcę sobie zniknąć na chwilkę, nabrać świeżego oddechu i znowu wrócić. To znikanie pewnie potrwa 3-4 dni, ale wiadomo, że może dać moc ;].

Na tymczas, co tam ostatnio było słychać:

Pierwsza próba wyprawy do Kamienia Śląskiego i spotkane bardzo urokliwe strachy na wróble:


W połowie drogi przegonieni zostaliśmy jednak z powrotem do domu przez odgłosy nadchodzącej burzy (ale 39 km zrobione:D)


W kilka dni później udało się do tego Kamienia dojechać (nieważne, że miała to być wyprawę na Górę św.Anny- pewnie kolejnym razem się uda;p) - 49 km na liczniku:)


A tak poza tym..nie udało mi się wziąć udziału w triatlonie, czego baaardzo żałuje, tak więc znalazłam alternatywę i wybrałam się do parku na Bolko, w celu świętowania 60-lecia opolskiego zoo. Pomagałam wraz z moim Kovu przy stoisku schroniska i pokazywalismy, że adopcja bardzo nam się opłaciła. Były też przeróżne pokazy i koncerty tego dnia na polanie.



Pokazy ze szkoły tresury (więcej TUTAJ)


Można było oglądać pokazy sokolnictwa 



oraz ujeżdżania


Kovu był podrywany przez dwie ślicznotki ze schroniska


A ogólnie zabawa i towarzystwo były bardzo przednie :)




sobota, 15 czerwca 2013

Na śpiocha

Tak wcześnie rano w niedzielę to skandal :D. Ale chcemy się zebrać na wycieczkę rowerową na czeskie Rychlebskie ścieżki, więc trzeba się poświęcić..:).

W związku z tym szybkie śniadanko, prysznic, spacer z psem i jedziemy. Dobrze, że w końcu zapowiada się porządna pogoda:).

A tak na uśmiech wczorajszy nowo poznany kolega na przejażdżce z Kovu:




wtorek, 23 kwietnia 2013

Mój mały Mt. Everest

Weekend spedzony dość aktywnie:). W sobotę pierwszy raz od dwóch miesięcy przebiegnięty dystans ok 23 km:). Z czego jestem baaardzo zadowolona, może jednak wystartuję w tym półmaratonie:).

Niedziela. Miał być Rogów Opolski ze Słodziakiem, ale jemu się zebrała ekipa do treningu na kolażówce, to co mu będę bronić ;] - Rogów nie ucieknie, a ekipę ciężko uzbierać. Ale żeby sama nie siedzieć w domu i nie rozpaczać nad kolejną samotną niedzielą stwierdziłam, że też gdzieś się pokręcę. Wyszło trochę wiecęj niż się spodziewałam - 100 km :D! Wynikało to parę razy z mojej, jak się jednak okazało, nie takiej genialnej;], orientacji w terenie. W lesie zamiast pięknie pojechać prosto na Kamień Śląski, to gdzieś pobłądziłam i dojechałam do Tarnowa Opolskiego, trochę musiałam jechać krajową, obserwując ciężko pracujące panie przy drodze w rejonach miejscowości Walidrogi (nazwa zobowiązuje ;p). W Kamieniu przystanek na sałatkę i pojechałam dalej na legendarną, wśród opolskich rowerzystów, Górę św. Anny, nie zrażona opowieściami o wykańczających podjazdach. Oczywiście szybko się przekonałam o mocy tych podjazdów, a słabości moich nóżek. Nie jestem żadnym pro, wyścigi MTB może innym razem ;). Głównie pedałowałam pod górę, ale bez oszukiwania powiem, że były momenty, że troszkę odciążałam rower z mojego zadka, niech też odpocznie:).

Ale wjechaliśmy, zjazd był czymś cudownym i też mającym pewien dreszczyk emocji (bo mój rower ma już swoje lata, bo hamulce nie są takie niezawodne, a zjazd wąską kamienną ścieżką, aż się prosi o dziurę w dętce). Droga powrotna była już trochę cięższa, znowu gdzieś zbłądziłam, ale odpuściłam sobie kombinowanie z lasami. Chciałam jak najszybciej dojechać do domku. Dwie godziny pedałowania non stop, momentami już totalnie brak siły na cokolwiek. Ale wróciłam cała i zdrowa, wieczorem dla rozruszania sie poszliśmy ze Słodziakiem biegać ok.  9 km. (oni na kolażówkach też z 80 km zrobili, tylko w 3 godziny, a nie tak jak ja w 6 :D). Zadowolona jestem bardzo, że mi się udało, bo ta Góra się za mną ciągneła od mięsiecy. Chciałam jechać z kimś, ale fakt, że dotarlam tam sama pokazał mi, że nie muszę się bać, że sobie nie będę dawać rady na wycieczkach. Trochę się pogubiłam, ale dotarłam z moją narysowaną mapką ;p. Pokonałam swoj malutki Everest i nagle świat po raz kolejny wydaje się być jakiś taki mniejszy.

Blotko w lesie momentami zmuszało do zsiadanie z roweru

Droga rowerowa na Tarnów Opolski


Kamień Śląski

Pierwszy podjazd na Górę Św. Anny


W tle widać Kościół na Górze Św. Anny:)


Prowizoryczna mapka ;], jakioś mniej więcej musiałam wiedzieć jak jechać, a internetu w komórce nie posiadam ;p.